Wyszli za siebie po dwóch latach związku i roku narzeczeństwa. Byli młodzi, jeszcze na studiach, ale nie chcieli czekać. Kochali się, czuli, że to jest właśnie to uczucie i ta osoba. Jedna jedyna. Po co czekać? Ciekawe co myśleli na ten temat po dwóch latach małżeństwa, kiedy mieszkali już osobno czekając z niecierpliwością na rozprawę rozwodową. Życie zweryfikowało ich naiwne przekonanie, że miłość pokona wszystkie przeszkody. Ona skończyła studia z wyróżnieniem. On nie mógł zabrać się do pisania pracy magisterskiej. Miał zdecydowanie mniejsze ambicje, ale przede wszystkim pracował. Zajmował się rolą. Odziedziczył ziemię i zamiłowanie do zawodu po ojcu. Cóż rolnictwo to nie było to, co pociągało ją najbardziej. Lubiła mu pomagać w niewielkich pracach, podczas gdy jego działką były cięższe prace, maszyny rolnicze itd. Wszystko to jednak do czasu. Ich oczekiwania, priorytety były bowiem całkowicie inne i szybko zaczęło im to doskwierać. Ona miała dosyć słuchania o uprawie sałaty a on po pracy był zbyt zmęczony, by gdzieś z nią wyjść. Ich małżeństwo skończyło się równie szybko, co się zaczęło.