Nie żyłam w czasach powojennych i później więc nie mogę powiedzieć co znaczy śpiewać Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom i czuć, że odbudowuje się kraj. Jestem w stanie to sobie wyobrazić, ale nie jestem w stanie wejść w to przeżycie. Natomiast wiem coś innego. Kiedyś było inaczej. Zniszczona po wojnie Polska potrzebowała rąk wszystkich aby znów odżyć, wypięknieć, istnieć! A dzisiaj… Dzisiaj bogaci stawiają domy dla siebie, wykupują działki, nie oglądają się na innych. Ważne jest to, co jest moje, co jest dla mnie, nie liczy się dla nas w większości bliźni. Ba, jest jeszcze gorzej. My zawsze chcemy mieć lepiej niż nasz sąsiad zza płotu. On ma kosiarkę do trawy to my chcemy mieć kosiarkę i ogrodowy prysznic. Nasz sąsiad ma samochód z roku 2001 to my chcemy nówkę z 2007. Ogólnie zamiast bliźnim pomagać, wspierać, my chcemy mieć lepiej niż oni. Z czego to wynika?

Z tego, że kiedy nad Polakami nie wisi realne zagrożenie, że kiedy nie muszą wspólnie mobilizować sił coś się z naszym narodem dzieje i walczy jakby między sobą, wewnętrznie. Jeśli nas na to stać to walczymy na pieniądze. Kto ma lepiej, więcej, wystawniej. Chwalimy się wszystkim: od opiekacza po działkę wykupioną na skraju Krakowa. To jest jeden wielki horror w moim przekonaniu. Są ludzie biedni, którym naprawdę potrzebna jest pomoc, które nierzadko żyją z jałmużny innych czy państwa i za 300-400 złotych miesięcznie muszą kupować żywność, leki które pochłaniają niekiedy za jednym wykupieniem ponad 100 zł, a bywa że i więcej, nie mówiąc o płaceniu za prąd i gaz które są wyłączone bo już na nie nie starcza.

Jedni mają swoje domy, nawet dwa, trzy, inni żeby przeżyć zastanawiają się, czy wykupić lek czy żywność na tydzień. Bez leku nie będą w stanie przetrwać. Bez żywności także. Czy to jest sprawiedliwość? Oczywiście, że nie. Czy można coś z tym zrobić? Mógłby pojawić się Robin Hood, jeszcze raz..